Публікується вперше, аматорська розшифровка за рукописом в рамках даного проєкту. Частково осучаснена граматика. Курсивом виділені нерозбірливі фрагменти, розшифровані приблизно.
Zakryte włosy tym tylu warne
Którym natura was dała
Rękom niż oczom bardziej zabawne
Brew przeciw kolor wydała,
Wetro kochana ludzkiej zabawie
Lubo lekkinie zrządzona
Ostrzejszą miłość, gdy się łaskawie
Użyć od ludzi wzbronia.
Rozkoszne włosy różne w kolorach
Gronet, blondynie, jak żywe,
Jedne w istocie, różne w pozorach
Wszystkieście miłe i chciwe,
Ozdobą ciała delikatnego
Kogo okrywać i chronić
Wabiąc do siebie myśl niejednego
Przystępu przecież nie broniąc.
Płowe włosy niespasane
Wy co was miłość zmierzwita
Zwał choć nierownie poutykane
Niby labirynt zrobiła
Miłe gustuły, nie błędne temu
Kto się raz rozmiłował tam sztuka
Trafić gdzie trzeba, bez postarzemu
To dobry zrobić, to sztuka.
Kiedy cię ręka boska lepiła
Kształсąc swe dzieło tak się wysiliła,
Że ile ozdób w swej piękności miała,
Wszystkie do Duszy twej wniosła i ciała.
Jakze ci nie ma każdy schyki głowy
Widząc powabnych wdzięków wybór nowy.
Piękność zmieszana z przyjemnością razem
Żywej miłości jest w Tobie obrazem.
Gdy rozpieszczona Natura w Kochaniu
Schnie bez miłości w troskliwym wzdychaniu,
Twej moc piękności żywi jej istotę
Tak, że cię kochać ma za pierwszą cnotę.
O! Gdyby jeszcze wdzięczność, a nie skrytość,
Która wspaniałym sercom przyzwoita,
Unieśta w Twe serce wspólną miłość wzajemną,
Zwal bym przy Tobie życie lubym Rajem.
Jakoż z miłosnej stworzona ofiary
Przez Krew urodzoną winnaś nam te dary
Pieścić się wzajem, to natury dzieło
Co swój początek jeszcze w Raju wzięło.
Wszystkie żywioły ten dług płacić muszą
To jest powszechna miłość świata duszą,
A gdy ten przymiot z Krwią Przodków w nas włamy
Kochajmy się wraz bez żadnej odmiany.
Wziąwszy powab do pieknosci
Przyjemniejszej nad miarę
Poślubiłem był miłości
Czyniąc z serca ofiarę.
Każdy moment był mi luby
Wspominając kochanie,
Lecz kiedy czas chciwy zguby
Dał w zysku rozpaczanie,
I umlinawszy mi tej chwilę
Kraje serce żalami,
Które gdy się z myślą sili
Zmywa dni swoje łzami.
Jęczę, wzdycham, a noc smutna
Śmierci widok mi marzy,
Że Bogini tak okrutna
Nie da mi wdzięcznej twarzy.
O! niestety jak niezręcznie
Kocham, a moim zdaniem
Nie supponuj tak niewdzięcznie
By nie był honor z kochaniem.
Ta którciem wszystkie czyny
Poświęcił byl w uslugi,
Martwi mię a bez przyczyny,
O! jak przykry los sługi.
Tu w kochanej brodzę toni
A tu przez czas stroskany
Wyciskając łza tzę goni
Że doznaie odmiany.
Cóż za słuszną kładzie winę
Na nędznika w kłopotach
Chyba przez taką przyczynę
Żem cię kochał w pieszczotach.
A jeżeli miłość jawna
Przez te dręczyć masz wzgardy
Bierz litość, cnotę dawną
Zmiękcz swój umysł tak twardy.
Jeśli grzeszę tym że kocham
Dość za ten grzech pokuty
Że niewdzięczność widząc szlocham
W dzienne i nocne minuty.
Tak nędznego miłośnika
Utul swym zlitowaniem
Niech serca żal nie przenika
Niech się pieści kochaniem.
Z mojej strony ta w zaszczycie
Będzie zacna wspaniałość
Że choć udręczone życie
Jeszcze kochać ma śmiałość.
Ja wtak lichym ambarasie
Będę liczy wzdychania
Ciebie miłość skarze w czasie
Zes niewdzięczna kochania.
Kto nie ma wdzięczności cnoty
Ten zgasił wszystkie przymioty,
Które natura weń wlała
I nie wart z ludźmi iść w pary.
Dla podłej serca przywary
Gdy w nim srogość zuchwała,
Staskat Kupido raz zmieszę
Ta mu się z swym żądłem wpieczę,
W lubieżna rękę do kości
I za dotknięcie pieszczone
Bóle aż w serce utkwione
Odbiera miasto wdzięczności.
Naucz się, Chłopcze Wenery,
Zajadle mijać Chimery,
A raczej wzgardzaj niewdzięczność.
Gdzie w głupia dzikość przybrane
Zmysły, tam Serca Kochane
Plezyry mają niezręczne.
Tak harda w złych ludziach Dusza
Do tego się nie przymusza,
Co jest najpierwszą Jej cnotą.
Stąszcz niewdzięcznie nad miarę
Czym Jej nad godność ofiarę,
Ta przecież zbywa prostota.
Warta jest gadzin bo syczy,
Gdy ją tknie raz miłośniczy,
Ukąsiłaby w nadgrodę.
Choć ją kto nad piersi z zyskiem
Przecież jad swym rzuca myśliwem,
Złość mając za modę.
Przychylnych chęci pogarda
Brzydka złość w duszy i harda,
Niechaj zniewagi nie minie.
Pozorny tę srogość żwawa
Na cóż masz ręka łaskawa,
Wyrwać perły przed świnie.
O! gdybyś licha prostoto
Poszła na szałe z swą cnotą,
Ach jak znikomy gatunek.
Oprócz innych przywar względu
Dosyć z niewdzięczności błędu
Masz w sobie podły szacunek.
Złość taka zapamiętała
Niegodna by się nazywała
Istotą z Bóstwa stworzoną.
Ta co jest żmij plemieniem
Niech się czym nie Krzci imieniem,
Ma bydź do Świata wzgardzoną.
Grzech miłości pozwala natura łaskawa
Boskie tej sumnie zakazują prawa
I komuż zdrowsza wiara ma dać wiedzy czasie?
Boże! w serce widzisz me w wisków prasie.
Albo popraw naturę, albo drugą prawa
Zmień surowość, niech kiedy łaskaw się ustawa.
Bez pomocy języka jest tłumaczów dosyć,
Którzy potrafią serca skrytości ogłosić.
Westchnąć, spojrzeć spod oka, zarumienić się
Już to samo wynurzy serca tajemnice.
Milczenie nawet wyda sympatyczne gusta
Serc życzliwych, choć słowem są zamknięte usta.
Wszystko w miłości mówi, twarz, wzrok, poruszenie,
Nawet nieme z natury tu mowne milczenie.
Twój rozkosznej wietrzyk który
Jest ochłodą twej twarzy,
Ogień coraz nieci sroży,
Co się w twoich oczach żarzy.
Tak częstokroć i otucha,
Co miłości nie powtarza,
Gdy wietrzykiem swoim dmucha,
Płomień w sercu mym pomnaża.
Odpisy listów i wierszy Józefa Rzewuskiego starosty drohobyckiego oraz różnych materiałów treści publicznej i prywatnej z lat 1756-1776, Biblioteka Ossolineum 1078/II, K 82, Mf BN